sobota, 16 marca 2013

Jeden numerek i masz mnie z głowy


-Nic mi nie mówiłaś, że chcesz wrócić do grania. - powiedział podniesionym głosem Zbyszek, gdy wróciliśmy do domu.
-Bo nie pytałeś.
-A kto będzie się opiekował Igą?
-Poproszę moich rodziców, a jeśli się nie zgodzą zatrudnimy opiekunkę.
-Jakaś obca baba ma zajmować się moją córką? - Bartman już nie panował nad sobą. Dźwięk jego głosu podniósł się o kilkanaście decybeli. Dobrze, że Iga spała już w swoim pokoju, bo z pewnością nie obeszłoby się bez płaczu z jej strony. - Widzę, że już wszystko sobie obmyśliłaś, a ja to już nie mam nic do powiedzenia w tym temacie!
-Zibi, spokojnie. Myślałam kiedyś o tym i zdecydowałam, że jeśli dostanę oferty kontaktu to w przyszłym sezonie wrócę do siatkówki. Pod uwagę biorę jedynie Mielec. - moje tłumaczenie nic nie dało. Siatkarz nadal był wściekły. - Zrozum, ja nie wytrzymam kolejnego roku sama w domu. Jedyne, co robię to opieka nad Igą, sprzątanie, pranie, gotowanie, prasowanie i tak w kółko przez 7 dni w tygodniu. 
-Wiedziałaś, że nie będzie nam łatwo. Od początku wiedziałaś, jaki zawód uprawiam i wiedziałaś, że nie mogę być w domu przez 24 godziny na dobę.
-Wiedziałam, że będzie trudno. Ale nie miałam wyjścia. Zaszłam w ciążę, chociaż tego nie planowałam. I wierz mi, że gdybym mogła to cofnęłabym czas i... - uświadomiłam sobie, co powiedziałam, gdy spojrzałam na Zbyszka. Nie wiem, jak mogę określić, co go teraz przepełniało. Smutek? Rozczarowanie? - Zibi, ja nie chciałam. Ja tak nie myślę. - podeszłam do niego, jednak on mnie odepchnął.
-Tylko tyle dla Ciebie znaczę? Iga też? Ty w ogóle mnie kochasz? Czy robiłaś to wszystko tylko dla sławy? Czy ten kawałek blachy na twoim palcu nie był Ci potrzebny do większego rozgłosu? - przesadziłam ja, przesadził on. Bolało mnie to, co mówił. Nie wytrzymałam i uderzyłam go w policzek. Wiedziałam, że w takim wypadku byłoby fair, gdyby on też mnie uderzył. Ja pierwsza mogłam ugryźć się w język i dzięki temu oszczędzilibyśmy sobie tej awantury. Zdenerwowana ubrałam kurtkę i skierowałam się do wyjścia. Usłyszałam jeszcze płacz Igi i słowa Bartmana:
-Mysza, przepraszam! Nie bądź dzieckiem!



Spacerowałam uliczkami Rzeszowa pozwalając łzom rozmazywać mój makijaż.
-Kłótnia z narzeczonym? - usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i ujrzałam Filipa
-Śledzisz mnie? 
-Nie. Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Powiedziałaś mu, że inny facet badał Ci migdałki?
-Czego chcesz?
-Nie powiem nic Bartmanowi o Twoim wybryku, jeśli będziesz robiła, co Ci każę. 
Serce waliło mi, jak oszalałe. Bałam się mojego byłego odkąd pobił Zibiego.
-Szantażujesz mnie? - zapytałam podnosząc głos.
-Tak. Wybieraj: chcesz żeby Zbyszek się dowiedział o tym, co zrobiłaś?
-Nie. - powiedziałam smutno. - Zrobię, co zechcesz.
Filip zabrał mnie do hotelu.
-Jeden numerek i masz mnie z głowy.
-Co Ty pierdolisz? Ja mam narzeczonego i córkę!
-Dorotko, zawsze byłaś ostra. - wymruczał mi do ucha i przejechał językiem po mojej szyji. - Zrobisz to, co chcę, a ten twój kochaś nic się nie dowie.

Odwróciłam się do niego. Nie chciałam tego robić, ale nie miałam wyjścia. Kilkanaście minut później Filip połączył nasze ciała w jedno. Nie krzyczałam z radości, jak kiedyś. Dziś płakałam, jak bóbr. Nie czułam już tego samego, co przedtem, gdy byliśmy razem. Po godzinie wyszłam z hotelu. Znowu płakałam przez faceta, jednak tym razem nie przez tego, którego kocham.


______________________________________
Resovia przegrała dwa sparingi z Jastrzębiem :(
A my, Kochani, powolutku zbliżamy się do końca...

poniedziałek, 11 marca 2013

Twój kochaś dowie się, że go zdradziłaś



Nadszedł 24 grudnia, a co za tym idzie święta. Nikt nie wiedział, że Zbyszek mi się oświadczył. Od tygodnia mieszkaliśmy w nowym domu, który siatkarz pokazał mi w dzień zaręczyn. Wigilię postanowiliśmy spędzić z najbliższą rodziną u nas w domu.
-Zibi, idę do sklepu. Będę za pół godziny. -krzyknęłam.
-Dobra. - usłyszałam w odpowiedzi.
Ubrałam kurtkę, kozaki i owinęłam się szalikiem. Do sklepu miałam góra 10 minut drogi. Kupiłam wszystkie potrzebne rzeczy i ruszyłam w stronę domu. 
-Wesołych Świąt Dorotko! - wszędzie poznałabym ten głos. Należał on do Filipa.
Udałam, że go nie słyszę i szłam przed siebie. Nagle poczułam, jak chwyta mnie za rękę i obraca w swoją stronę. 
-Puść mnie! Czego chcesz? 
-Tęskniłem za Tobą. Dorota, ja Cię kocham!
-Filip, to tylko puste słowa. Udowodniłeś mi, jak bardzo Ci na mnie zależy przesypiając się z tą laską. Jestem szczęśliwa ze Zbyszkiem i proszę Cię uszanuj to.
-Nie wierzę, że wolisz tego silikonowca. Zresztą, przekonamy się, czy coś do mnie czujesz. - powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Całował namiętnie moje usta, a ja z początku zdezorientowana oddałam pocałunek, jednak po chwili oprzytomniałam.
-Spieprzaj! Co to miało być?
-Właśnie udowodniłaś, jak bardzo kochasz Bartmana. I od teraz lepiej bądź grzeczną dziewczynką, bo twój kochaś dowie się, że go zdradziłaś. - powiedział i odszedł. 
Stałam osłupiała na środku ulicy. A co jeśli Zibi dowie się, że całowałam się z moim byłym? Nie mogłam na to pozwolić. Nie miałam też odwagi mu się do tego przyznać. Wolnym krokiem ruszyłam do domu.
-Co tak długo? - zapytał ZB9 wchodząc do kuchni trzymając Igę na rękach. - Dorota? Słuchasz mnie?
-Co? A, przepraszam Cię. Zamyśliłam się.
-Pytałem dlaczego tak długo Cię nie było.
-W sklepie była duża kolejka. - skłamałam, bo co miałam powiedzieć? Przepraszam Zbyszku, całowałam się z Filipem? Jestem żałosna...



Święta i Sylwester zleciały w mgnieniu oka. Bartman wrócił do treningów, a ja zostawałam w domu i w pełni poświęcałam się córce. Iga rośnie w zastraszającym tempie. Dopiero była u mnie w brzuchu, potem był poród, pierwsze dni córci w domu, a teraz? Mała Bartmanówna niedługo zacznie się uśmiechać, jednak na razie wyłącznie piszczy i bawi się swoimi rączkami. Ustaliliśmy ze Zbyszkiem datę ślubu na 25 maja. Została jeszcze sprawa chrztu naszej córki. Chcemy załatwić to na początku lutego. Dziś Zibi ma iść do księdza ustalić ostateczną datę Chrztu Świętego. Filip na razie się nie odzywam i mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała go oglądać. 


Przed chwilą nasza mała Iga została ochrzczona. Zaprosiliśmy na tą uroczystość moich rodziców, Agatę, Adama, rodziców Zbyszka, jego siostrę Kasię, Ignaczaków, Paulinę Maj, Ewelinę Sieczkę i Andrzeja Kowala z rodziną do restauracji. Iga dostała od każdego prezenty. Najbardziej byłam pod wrażeniem prezentu od Andrzeja. Podarował nam małą koszulkę w barwach Asseco Resovii z numerem 9 i imieniem: IGA na plecach. Zibi od razu założył ją córce. Na twarzy małej zagościł uśmiech.
-Dorota, zobacz! Uśmiechnęła się. - powiedział podekscytowany Bartman.
Spojrzałam na Igę i zobaczyłam uśmiechniętą twarzyczkę. 
-Dorotko, masz zamiar wrócić do gry w siatkówkę? - zapytała ni z Gruszki ni z Kadzia siostra Zbyszka.
-Na pewno. Przez ponad połowę mojego życia siatkówka była dla mnie najważniejsza. - odpowiedziałam. Po minie Zbycha wywnioskowałam, że nie jest tym zachwycony i w domu będzie nas czekała rozmowa na ten temat.





_______________________________________
Tak kochani. Zostały nam niestety tylko trzy rozdziały i epilog. Szybko ten czas zleciał :(
Miłego czytania!
Z pozdrowieniami atomowkawilk :)

niedziela, 3 marca 2013

Nauczyłaś mnie co to miłość


-Zbyszek, spokojnie. Popatrz. - powiedziałam, gdy siatkarz próbował przewinąć Igę. - Łapiesz za nóżki, unosisz je do góry, wycierasz pupcię mokrą chusteczką, smarujesz kremem, wsadzasz pod tyłek pampersa i zapinasz. Rozumiesz?
-Mniej więcej. - powiedział smutnym głosem. Już czwarty raz próbował zmienić pampersa córce, jednak za każdym razem te próby kończyły się kompletną klapą. 
-Zibi, nie martw się. W końcu Ci się uda. - podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek. 
Nie mogłam zarzucić siatkarzowi, że się nie stara. Okazywał to na każdym kroku. Stara się spędzać ze mną i Igą, jak najwięcej czasu. Wraca z treningu prosto do domu, pomaga mi kąpać małą, kołysze ją do snu, nosi na rękach, gdy płacze. Nie sądziłam, że Bartman aż tak się zaangażuje. 


Nadszedł czas kąpieli. Zbyszek podtrzymywał główkę Igi, a ja ją myłam. Po kilku minutach, mała Bartmanówna leżała na mięciutkim ręczniku, a Zibi ją wycierał z wody. Wzięłam pampers, jednak siatkarz zabrał mi go i stwierdził, że spróbuje jeszcze raz go założyć. Stanęłam z boku i go obserwowałam. Jego radość była nie do opisania, gdy mała leżała w pampersie i patrzyła się na niego swoimi zielonymi oczami. ZB9 zabrał małą do naszej sypialni, a ja wzięłam prysznic. Po dziesięciu minutach wyszłam z łazienki. Zbyszek leżał na łóżku, a obok niego leżała Iga. Uśmiechnęłam się na ten widok. Położyłam się obok nich. Po chwili mała usnęła. Zibi przeniósł ją do łóżeczka, które stało w naszym pokoju. Kazałam Bartmanowi je przenieść z pokoju Igi do naszego, ponieważ nie chciałam chodzić w nocy z pokoju do pokoju, gdy córka by płakała. Po chwili poczułam, jak siatkarz kładzie się za moimi plecami. 
-Kocham Cię. - wyszeptał do mojego ucha i po chwili spaliśmy, jak zabici. 



Następnego dnia obudziłam się o ósmej rano. Zbyszek jeszcze spał, ponieważ Andrzej Kowal odwołał dzisiejszą siłownię. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i poszłam do sklepu, żeby zrobić zakupy. Gdy wchodziłam do domu spotkałam chłopaka, który mieszkał na tym samym piętrze, co ja. Nie za bardzo go lubiłam, ponieważ przez cały czas odkąd tu mieszkam chce się ze mną umówić, albo mnie podrywa. 
-Cześć Dorota. Pomóc Ci?
-Cześć Kamil. Dziękuję, nie trzeba.
-Może jednak...
-Nie potrzebuję Twojej pomocy! - powiedziałam zdecydowanie za głośno, bo z mieszkania wyszedł Bartman.
-Wszystko w porządku?
-Tak. 
Wyminęłam Kamila i weszłam do mieszkania.
-Doruś, coś się stało?
-Nie.
-Przecież słyszałem. - powiedział ZB9, który trzymał Igę na rękach. 
-Kamil chciał mi pomóc i wkurzyłam się, bo wyszło jakbym nie dała rady trzymać w ręce reklamówkę z kilkoma rzeczami. Daj, nakarmię ją. - wzięłam córkę od siatkarza i usiadłam na kanapie. Zbyszek w tym czasie zrobił śniadanie. Gdy Iga była już najedzona położyłam ją do łóżeczka i poszłam do kuchni, żeby zjeść śniadanie.
-O której masz dziś trening?
-Nie mam dziś treningu. Andrzej odwołał, więc mamy cały dzień dla siebie. - powiedział i pocałował mnie. - Wieczorem zabieram Cię na kolację. 
-A co z Igą?
-Igą zajmą się Twoi rodzice, już wszystko z nimi ustaliłem.



Moi rodzice przyjechali do nas o 17. Założyłam małą czarną i marynarkę oraz szpilki w kolorze nude, a do tego czarną kopertówkę. Zbyszek tuż po wyjściu z mieszkania zawiązał mi oczy czarną chustką. Po kilkunastu minutach jazdy zatrzymał samochód i kazał mi wysiąść. Nic nie widziałam, ale byłam pewna jednego - że jesteśmy na zewnątrz, ponieważ czułam, jak wiatr rozwiewa moje włosy. W pewnym momencie Zibi zdjął chustkę z moich oczu. Byliśmy w jakimś miejscu, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Przede mną stał jednorodzinny dom. Bartman podszedł do drzwi i je otworzył. Weszłam do domu. Był bardzo ładnie urządzony. Na ziemi leżały płatki róż, a na szafkach i stolikach paliły się małe świeczki.
-Siadaj. - powiedział ZB9 i odsunął mi krzesło. Po chwili zajadaliśmy się różnymi smakołykami. 
-Zbyszek, co to za dom?
-Podoba Ci się?
-Jest piękny. Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-To nasz dom.
-Żartujesz sobie?
-Kupiłem go kilka tygodni po tym, jak dowiedziałem się, że jesteś w ciąży. Przez ostatnie miesiące udało mi się go umeblować i pomalować ściany z małą pomocą Igły. - wytłumaczył Zbyszek. - Chcesz zobaczyć dom? 
Pokręciłam twierdząco głową i uśmiechnęłam się. Na parterze znajdowała się kuchnia, jadalnia, salon i łazienka, a na piętrze trzy pokoje i garderoba, która jak twierdził ZB9 zrobił z myślą przede wszystkim o mnie, ponieważ wiedział, że mam dużo ubrań.
-A dlaczego są trzy pokoje? - zapytałam z ciekawości.
-Gdy przyjadą do nas Twoi rodzice albo moi to będą mieli, gdzie spać. A z resztą może niedługo ktoś inny tam zamieszka. - powiedział i poruszył brwiami.
-Niecałe dwa miesiące temu zostałeś ojcem i już Ci w głowie drugie dziecko? A ja to już nic nie mam w tej sprawie do powiedzenia? - zapytałam ze śmiechem. - To kiedy się przeprowadzamy?
-Do świąt zostały jeszcze ponad trzy tygodnie, więc myślę, że Boże Narodzenie spędzimy w nowym domu.
Zeszliśmy na dół do jadalni. Zibi zniknął gdzieś w głębi domu, a ja usiadłam na dywanie i napiłam się soku. Po chwili do pokoju wszedł Bartman. Kucnął obok mnie, wziął moje dłonie w swoje ręce.
-Dorotka, kochasz mnie?
-Co to za pytanie? Oczywiście, że Cię kocham.
Tego się nie spodziewałam. Siatkarz klęknął przede mną, a w swojej ręce trzymał małe pudełeczko. Serce zaczęło mi bić szybciej, a oczy zaszkliły się łzami. Popatrzyłam Zbyszkowi w oczy.
-Mysza, wiesz, że Cię kocham i że oddałbym za Ciebie swoje życie. Dałaś mi najpiękniejszy dar, jaki mężczyzna może otrzymać. Dałaś mi córkę i nauczyłaś mnie co to odpowiedzialność i miłość. Dorota, chcę stworzyć z Tobą i z naszą Igą rodzinę. Chcę budzić się i zasypiać przy Tobie, chcę być przy Tobie do końca życia. - nie no, rozryczałam się, jak głupia. Zdajecie sobie sprawę? Zbigniew Bartman mi się właśnie oświadcza! Otworzył pudełeczko i włożył mi pierścionek na serdeczny palec lewej ręki. - Mysza, wyjdziesz za mnie? - z nadzieją w głosie zadał mi pytanie, na które z jego ust czekały nastoletnie hotki. 
-Tak, Zbyszku. Kocham Cię. - przytuliłam się do niego, a łzy spływały mi po policzkach rozmazując mój makijaż. Trwałam w jego mocnym uścisku przez kilka dobrych minut. Ten dzień był jednym z najpiękniejszych w moim życiu.

czwartek, 28 lutego 2013

Ma zielone oczy i czarne włosy


Nadszedł wrzesień. Igrzyska Olimpijskie nie poszły po naszych myślach. Zbyszek przez dwa dni chodził smutny i przybity, jednak szybko się pozbierał. Od tygodnia zawodnicy Asseco Resovii Rzeszów wznowili treningi. I znowu zostawałam sama w czterech ścianach. Zibi wychodził o 9 rano na siłownię, wracał o 11:30, żeby o 13 jechać na trening, który trwał do 15:30. Brakowało mi go strasznie, ale wiem, że zawód sportowca wymaga poświęceń. 



Obudziłam się o 9 rano. Byłam pewna, że Bartman już pojechał. Weszłam do kuchni i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Zbyszka szykującego śniadanie. 
-Nie powinieneś być na siłowni? - podeszłam do stołu, a on podszedł do mnie od tyłu i pocałował mnie w głowę.
-Trener dał nam wolne, więc z racji tego, że codziennie słyszę, że prawie w ogóle nie ma mnie w domu to dziś jestem do Twej dyspozycji. - powiedział, położył ręce na moim zaokrąglonym brzuchu i zaczął mnie całować po karku. - A jak nasza kruszynka?
Spojrzałam na swój brzuch i położyłam swoje ręce na rękach Zibiego. 
-Dobrze. Ale gorzej z mamusią. Wyglądam, jak słoń.
-Mysza, mówiłem Ci tyle razy, że wyglądasz pięknie. Wcale nie wyglądasz na słonia. - powiedział i przerwał, żeby znów mnie pocałować, tym razem w ramię. - Nie masz trąby - powiedział ze śmiechem, a ja uderzyłam go łokciem w brzuch. - Myślałaś już o imieniu?
-Tak. Podoba mi się imię Iga, Ewelina i Liliana.
-Iga Bartman. Nasza mała Iga. 




Nadszedł październik, a co za tym idzie miesiąc, w którym miałam urodzić. Bałam się tego dnia, jak cholera. Zbyszek na wszelki wypadek spakował torbę, którą mam zabrać do szpitala. Wiem, że on też się denerwuje, choć nie daje o tym po sobie poznać. Termin mam wyznaczony na 11 października. Całe dnie spędzam na kanapie oglądając telewizję i obżerając się ciasteczkami lub kiszonymi ogórkami. 
-Cześć kochanie, już wróciłem! - krzyknął Zibi. 
-Cześć. - odpowiedziałam otwierając paczkę ciasteczek z czekoladą.
-Jak się czujesz? - usiadł na kanapie całując mnie i obejmując ramieniem. Poczułam lekkie kopnięcie po tym, jak Bartman pogłaskał mnie po brzuchu.
-Dobrze. 
-Pamiętaj, jakby się coś działo...
-...to mam od razu do Ciebie zadzwonić. - dokończyłam za niego i uśmiechnęłam się. -Zbyś, nie możesz ciągle myśleć o tym, czy u mnie wszystko w porządku. Nie będziesz mógł się skupić na treningu. 
-Nie przesadzaj Mysza. Chodź, coś Ci pokażę. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Przeszliśmy przez korytarz i stanęliśmy przed drzwiami pokoju, który Zbyszek z niewiadomych dla mnie powodów zamykał na klucz. 
-Ale najpierw zamknij oczy. - spełniłam jego prośbę. Usłyszałam zgrzyt zamka i skrzypnięcie drzwi. -Chodź. - stanął za mną, położył ręce na moim brzuchu i prowadził mnie do przodu. Po kilku krokach powiedział, że mogę otworzyć oczy.
Gdy je otworzyłam, aż zaniemówiłam z wrażenia. Stałam w ślicznym pokoiku.
-Tu będzie pokój naszej Igi.
Zibi przeszedł samego siebie. W pokoju było łóżeczko, przewijak, zapas pampersów, ubranka i przede wszystkim zabawki. 
-Sam to zrobiłeś? - zapytałam Bartmana, który siadł w fotelu obok okna.
-Z małą pomocą Adama i Igły. - podeszłam do niego i wpiłam się w jego usta. Ręka ZB9 powędrowała pod moją bluzkę.
-Przestań, wiesz, że nie możemy. - siatkarz niechętnie oderwał się ode mnie. 
Weszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic. Nagle poczułam silny skurcz. Krzyknęłam z bólu. Zbyszek musiał mnie usłyszeć, ponieważ w jednej chwili pojawił się w łazience. 
-Doruś, wszystko w porządku?
-Tak, spokojnie. - wysiliłam się na uśmiech. -Ała!
-Mysza, czy...
-Bartman! To chyba już. - powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
-Poczekaj, biegnę po torbę. 
Zibi wybiegł z łazienki. Po pewnym czasie wrócił do pomieszczenia.
-Trzymaj się, jedziemy do szpitala. - powiedział i wziął mnie na ręce.
Po piętnastu minutach łamania wszelkich przepisów drogowych dojechaliśmy do szpitala. Zbyszek cały czas stał przy łóżku i trzymał mnie za rękę. Bolało, jak cholera, a ja wydzierałam się w niebogłosy. 
-Mysza, dasz radę. Tylko mocno! - powiedział Zibi, a ja czułam, że z tego okropnego bólu po policzkach lecą mi łzy. 
Po pięciu morderczych godzinach porodu w końcu usłyszałam płacz mojej malutkiej córeczki. Pielęgniarka podała mi małą.
-Jest śliczna. - powiedziałam, a ZB9 pocałował mnie w głowę. Popatrzyłam się na niego, a w jego oczach zobaczyłam łzy.
Po kilku minutach przewieziono mnie do jednoosobowej sali. Przez cały czas trzymałam Igę na rękach. Przypomniało mi się, że rodzice moi i Bartmana kazali nam zadzwonić, gdy tylko urodzi się ich wnuczka.
-Zbyszek, zadzwoń do rodziców. Na pewno się ucieszą. 
Siatkarz wyszedł na korytarz, żeby nie obudzić małej. 
-Ma 56 cm, waży 3.200...tak ma 10 punktów...zielone oczy i czarne włosy po mnie. - usłyszałam strzępki rozmowy Zibiego z rodzicami. Był strasznie dumny, że jego córka ma zielone oczy i czarne włosy, jak on. Chociaż według mnie nasza córka na czarne włosy była skazana, gdyż ja też jestem brunetką. Mam tylko nadzieję, że Iga nie odziedziczy po ojcu również charakteru. 

niedziela, 24 lutego 2013

Tatuś, jak wróci to mnie popamięta!


Polacy w późniejszych meczach pokonali Kubę i Bułgarię. W finale grają z USA. Będzie ciężko, ale myślę, że damy radę. EURO 2012 było dla Polski porażką. Nasi piłkarze nie wypadli zbyt dobrze. Ba, nawet bardzo słabo. Wszyscy liczyli na więcej. Według mnie to powinno być motywacją dla siatkarzy. Niech pokażą, że to oni są lepsi!



-Kurwa mać! - zaklął Adam, gdy Zbyszek zaserwował w siatkę. Iwona posłała mu mrożące krew w żyłach spojrzenie, gdyż nie zdążyła zatkać uszu Dominice. 

-Mamusiu, nie martw się. Ja wiem, co to znaczy. - powiedziała dziewczynka. Jej mama zrobiła przerażającą minę.
-Skąd znasz takie brzydkie słowo?
-Kiedyś w zimie, jak byłaś w pracy tata zabrał mnie i Sebastiana na sanki. Tatuś się poślizgnął i przewrócił się i powiedział: kurwa mać.
-Skarbie, nie wolno Ci tak mówić. To bardzo brzydko. A tatuś, jak wróci do domu to mnie popamięta!
I tak wyszło na jaw, skąd mała Ignaczakówna zna tak popularne wśród sportowców słowo. A i biednemu Krzysiowi się dostanie, że używa tego słowa przy dzieciach. Zresztą, niech tylko Bartman spróbuje przeklnąć przy naszej córce to pożałuje. Tak, to będzie dziewczynka. Zibi jeszcze nie wie. Jutro nasi siatkarze przylatują do Warszawy. Pomyślałam sobie, że skoro Agata i Adam wyjeżdżają z Rzeszowa z samego rana to wybiorę się do stolicy, żeby przywitać biało-czerwonych. 



Nasza radość po wygraniu Ligi Światowej polskich siatkarzy była nie do opisania. Rozpłakałam się. Dlaczego? Bo mam zwiększoną liczbę chormonów. Nie potrafiłam panować nad emocjami. Byłam dumna, gdy spiker ogłosił, że Zbyszek został najlepszym atakującym. Sebastian i Dominika, gdy usłyszeli, że Igła został wybrany najlepszym libero klaskali i krzyczeli, a Iwona miała w oczach łzy. Po posprzątaniu salonu, w którym przez ostatnie dni oglądaliśmy Złotopolskich wzięłam prysznic i poszłam do sypialni. Miałam się już położyć, gdy rozdzwoniła się moja komórka. 

-Mysza, kocham Cię! I nasze maleństwo też. Ale ciebie bardziej. - usłyszałam w słuchawce.
-Zbyszek, jesteś pijany. - powiedziałam ze śmiechem.
-Wydaje Ci się złotko moje kochane.
-Zibi jesteś wstawiony jak złoty ząb.
-No, może trochę. No bo, ale to tego, no że Polak nie wielbłąd i musi pić. - Bartman gadał od rzeczy. - A Ty kochasz Zbysia?
-Pewnie, że kocham mojego Zbyśka.
-Weeee areee the champions my friends. - zawył do słuchawki, aż musiałam odsunąć telefon od ucha.
-Zibi wiesz, śpiewać każdy może, ale nie każdy może tego słuchać.



Obudziłam się o siódmej rano. Agata i Adam robili właśnie śniadanie. Zjadłam kilka kanapek i poszłam wziąć prysznic. 

-No Doruś, my się już zbieramy. Dziękujemy, że nas przygarnęłaś na kilka dni i na następny raz zapraszamy do nas. - powiedziała moja siostra i mnie pocałowała w policzek
-Pogratuluj od nas Zbyszkowi. - mój szwagier podszedł do mnie i mnie przytulił.
-Na pewno pogratuluję. I dziękuję! Szczęśliwej drogi! 
-I nawzajem! - krzyknęli Babiczowie.



W Warszawie byłam kilka minut przed trzynastą. Na Okęciu było już sporo fanów. W większości były to kibice płci żeńskiej. Po kilkunastu minutach opóźnienia biało-czerwoni w końcu wyszli, a wszyscy zaczęli krzyczeć: "Polska biało-czerwoni". Pół godziny później zakończyło się oficjalne przywitanie siatkarzy. Zbyszek podszedł do mnie i wpił się w moje usta. 

-Jedziemy jeszcze na obiad do premiera. Godzina i jestem z powrotem. Jesteś samochodem?
-Przecież nie przyjechałam tu na hulajnodze. - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Jedź do moich rodziców, a potem zadzwonię po Ciebie. - jeszcze raz mnie pocałował i odszedł. 
-O, Dorotka! - usłyszałam głos mamy Zibiego.
Państwo Bartman ucałowali mnie i zapytali, jak się czuję. 



-A na kiedy masz termin? 

-Na jedenastego października.
-A planujecie ze Zbyszkiem ślub?
-Nie wiem. To do niego należy pierwszy krok. - powiedziałam i uśmiechnęłam się. 
Nagle rozdzwonił się mój telefon.
-Halo?
-Możesz po mnie przyjechać?
-A gdzie jesteś?
-Autokar zawiózł nas z powrotem na Okęcie. I uprzedzę Twoje pytanie. Chcę mieć Cię już tylko na wyłączność, więc jedziemy do domu.
-Już jadę.
Pożegnałam się z rodzicami Zibiego. Gdy przyjechałam na lotnisko i wysiadłam z samochodu Bartman przytulił mnie mocno i pocałował w czoło.
-Tęskniłem za Wami. - powiedział i położył rękę na moim brzuchu. - A jak tam nasz maluszek?
-Daje w kość. Lubi się budzić w nocy - odpowiedziałam.
ZB9 spakował swoje walizki do bagażnika i usiadł za kierownicą.
-Ej, nie pomyliłeś miejsc?
-Nie będziesz prowadziła. Nie ma mowy. Wsiadaj.


Kilka godzin później byliśmy w Rzeszowie. Zbyszek jechał całą drogę, jak szalony. Dziwiłam się, że nie dostał żadnego mandatu. Może w końcu zmądrzałby i zaczął jeździć zgodnie z przepisami. Ale może to i lepiej, że nie złapała go policja. Nie dość, że dostałby punkty, wydał niepotrzebnie kase to jeszcze oberwałby ode mnie. Byłam głodna, więc zrobiłam kanapki. Usiadłam w salonie i rozłożyłam nogi na kanapie. Zibi usiadł obok mnie i porwał mi kilka kanapek. Byliśmy zmęczeni. On graniem, a ja nie wysypiałam się z powodu dzidziusia. Nie wiem dlaczego, ale budził się w nocy, kopał i nie mogłam spać. Poszłam do łazienki. Bartman wślizgnął się za mną. Po wspólnym prysznicu ten wariat wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. 

-Zapomniałem się zapytać. To będzie chłopiec, czy dziewczynka?
-Zbyś, będziemy mieć córeczkę. - powiedziałam z uśmiechem. Bartman pocałował mnie w brzuch.
-Zobaczysz kochanie, tatuś nauczy Cię grać w siatkówkę, na którą chyba jesteś skazana. I będziesz naszą drugą Kasią Skowrońską, albo Gosią Glinką.

czwartek, 21 lutego 2013

Niech ja tylko zostanę prezydentem!


Nasi siatkarze zdołali awansować do Final Six Ligi Światowej. Byłam z nich dumna. Umówiłam się z Agatą, Adamem, Eweliną Sieczką, Pauliną Maj i Iwoną Ignaczak, że z racji tego, że Zbyszek zainwestował w plazmę to obejrzymy wszystkie mecze w naszym mieszkaniu. Iwonie kazał oczywiście przyprowadzać dzieciaki, które zresztą nie wybaczyłyby mi, że ich nie zaprosiłam. Moja siostra i szwagier na te kilka dni przeprowadzili się do Rzeszowa. Cieszyłam się, że nie będę sama. Ostatnio strasznie narzekam na brak towarzystwa. Rodzice Zibiego zaproponowali mi wyjazd do Bułgarii, jednak lekarz nie pozwolił mi na tak długą podróż. Żałowałam, ale cóż mogłam zrobić?



Obudziłam się koło 11. Dziś biało-czerwoni grają z Brazylią. Wzięłam kąpiel i ubrałam się. Lodówka świeciła pustkami, więc poszłam do sklepu. Gdy wróciłam do domu i zjadłam śniadanie usłyszałam dzwonek mojej komórki. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Słucham?
-Cześć Mysza. - usłyszałam w słuchawce niski głos.
-Hej Zbyszek. - wiedziałam, że zaraz usłyszę codzienną litanię. I nie myliłam się.
-Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? Mam nadzieję, że się nie przemęczasz i odpoczywasz. - Przewróciłam oczami i westchnęłam. Za każdym razem, gdy Bartman do mnie dzwonił gadał to samo. Ja nie wiem, napisał se to na kartce i czyta? 
Rozmawialiśmy prawie pół godziny. Zanim się spostrzegłam wskazówki zegara wskazywały godzinę 13:04. Mój maluszek się obudził i dał mi o sobie znać. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Chwilę później Adam wniósł do mieszkania dwie walizki. 
-Naprawdę potrzebujecie aż tyle rzeczy na 5 dni? - Zapytałam. 
-W poniedziałek po południu jedziemy do Chrzanowa odwiedzić rodziców Adama, a później zrobimy sobie małe wakacje w Zakopcu. - Wyjaśniła mi siostra. - Słuchaj, mogłabym wziąć prysznic?
-Pewnie, czujcie się, jak w domu. 
Porozmawiałam chwilę ze swoim szwagrem, który obiecał, że zaraz zrobi obiad, bo jest strasznie głodny. W sumie to mój maluszek również domagał się jedzonka. Godzinę później po spaghetti, które zrobił Adam nie było śladu. Małżeństwo kilka minut po obiedzie poszło do sklepu, żeby kupić coś na mecz. Wrócili obładowani siatkami z jedzeniem i piciem. 
-Co się stało? - zapytałam, gdy Agata położyła ze złością reklamówki na blacie kuchennym wyklinając pod nosem.
-Jest zła, bo w sklepie nie było jej ulubionych ciasteczek. A no i jeszcze jakaś dziewczyna mnie rozpoznała i rzuciła się na mnie.
-Rzuciła? Prawie Ci rękę w gacie wsadziła na moich oczach! Normalnie jeszcze chwila, a bym ją udusiła. Niech ja tylko zostanę prezydentem to skończy się podrywanie cudzych mężów i wprowadzę do sklepów dożywotni zapas ciasteczek!



Piętnaście minut przed meczem wszyscy w komplecie siedzieliśmy przed telewizorem. Stół był zawalony paluszkami, ciastkami, chipsami, kanapkami, wodą niegazowaną, coca-colą i stosem butelek frugo. Kanarki przegrali z nami 3:2. Krzyczeliśmy wszyscy, jak opętani. W sąsiednich mieszkaniach również oglądano mecz, co potwierdziły krzyki: Biało-czerwone to barwy niezwyciężone!  

sobota, 16 lutego 2013

Chyba śnisz!


Odgłos zamykanych drzwi, ukłucie w rękę, głosy gdzieś w tle, jakby za ścianą. Potworny ból, który przynosi cierpienie i zawroty głowy. Otwieram powoli oczy. Budzę się w nieznanym mi pokoju. Koło łóżka, w którym leżę siedzi Zbyszek. Gdy wymawiam cicho jego imię podnosi głowę, którą opierał na swoich rękach trzymających moją prawą dłoń. 
-Zibi, co się stało? I gdzie ja jestem?- pytam.
-Jesteś w szpitalu. Straciłaś przytomność. Pójdę po lekarza. - powiedział, pocałował mnie w policzek i wyszedł z sali.
Po kilku chwilach siatkarz wrócił w towarzystwie lekarza.
-Dzień dobry. Nazywam się Tomasz Grabowski. Była pani nieprzytomna trzy godziny. Nie robiliśmy na razie żadnych badań. Chciałem, żeby pani najpierw odzyskała przytomność. Zaraz przyjdzie pielęgniarka i pobierze pani krew. Następnie zrobimy badanie USG. Pan Zbyszek mówił, że jest pani w ciąży. Więc ja już idę do swojego gabinetu. I niech pan przypilnuje, żeby pani Dorota coś zjadła. - lekarz wyszedł, a my zostaliśmy sami. 



Po kilku minutach do sali weszła pielęgniarka. Była to młoda, ładna dziewczyna. Była ubrana...po pierwsze skąpo. Miała na sobie króciutką białą spódniczkę, która ledwo zasłaniała jej wdzięki oraz biały kitel. Mogłaby chociaż ubrać jakąś bluzkę pod spód. Zbyszek odsunął krzesło, na którym siedział, żeby pielęgniarka mogła mi pobrać krew. ZB9 na moich oczach bezczelnie gapił się na tyłek dziewczyny. Ba, o mało nie pożarł ją wzrokiem. Wkurwiło mnie to nie na żarty.
-O co Ci chodzi? Nie zrobiłem przecież nic złego. Tylko na nią patrzyłem. - odpowiedział spokojnie Zibi.
-Tylko się na nią patrzyłem? - byłam wściekła, prawie krzyczałam. - Zbyszek jeszcze chwila, a zdarłbyś jej tą spódnicę na moich oczach! 
-Ej, Mysza spokojnie! - zaśmiał się Bartman. 
-Z czego się cieszysz? - spytałam ze złością.
-Bo jesteś zazdrosna. 
-Ja? Chyba śnisz!
-Jesteś.
-Nie.
-Czyli jesteś?
-Nie!
-Jesteś?
-Tak, kurwa jestem! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz, a on co? Dalej się szczerzył, jak głupi do sera.



Naszą 'rozmowę' przerwał lekarz.
-No, pani Doroto. Zapraszam na USG.
Odrzuciłam kołdrę. Zbyszek zaoferował mi swoją pomoc, jednak nie zwróciłam nie niego uwagi. Wstałam i zakręciło mi się w głowie. Gdyby nie Bartman to już dawno zaliczyłabym spotkanie z podłogą.
-Puszczaj! - powiedziałam i wyswobodziłam się z jego uścisku. 
-A jeśli znowu zakręci ci się w głowie?
-Nic mi nie będzie. - odburknęłam. Jednak po chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami. Poczułam, jak moje ciało bezwładnie leci do tyłu. Zamknęłam oczy czekając na zderzenie z zapaśniczym "parkietem". Nagle poczułam czyjeś ręce na swojej talii. 
-Nic ci nie będzie? - zacytował mnie Zbyszek, który złapał mnie po raz drugi. 
-Niech ci będzie.
Po chwili dotarliśmy do sali, w której robione były badanie USG. Po niedawnej akcji Zbycha z pielęgniarką nie miałam ochoty, żeby był przy badaniu, jednak był on ojcem dziecka, więc ma prawo być obecny podczas USG.


Lekarz nałożył zimną maź na mój brzuch. W tym dniu po raz pierwszy zobaczyliśmy naszego małego dzidziusia. Z wrażenia Zibi złapał mnie za rękę i cały czas się uśmiechał, a ja? Ja beczałam, jak głupia. Czułam niesamowite uczucie, gdy usłyszałam bicie serduszka kruszynki, którą nosiłam pod sercem. Byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Po minie Zbyszka można było wywnioskować, że czuje to samo.